List

Post w dziale:

Hen na północ w śnieżne kraje, tam gdzie śniegi,

zawierucha, tam gdzie wicher silny dmucha stoi dom.

Jest z drewna cały.

Wielkie ściany z grubych bali drzew rosnących w tej krainie.

Jako prawda z legend płynie wielka brama doń prowadzi.

Okien wiele w owym było w nich to światło się świeciło tylko w czasy,

gdy iskrzyły wszem się lasy.

Kiedy mrozu wszem rząd stawał,

ściskał wszystko,

nie udawał.

Gdy szpalery drzew już spały mróz zaczynał tan wspaniały.

Wtedy wszyscy w wielu krajach w całym świecie

- ale przecież wy to wiecie - wszyscy pisać zaczynali.

Mikołaja wspominali.

Lecz i była też przestroga.

Kto postąpił niegodziwie,

kto osądzał wszem fałszywie ten na prezent niech nie liczy!

On dokładnie wszem wyliczy ich postępki,

czyny,

słowa.

Kto gdzie pomógł,

kto zmalował,

kto dobrocią swą wciąż słynie,

a kto zło wciąż mieli w młynie.

Komu zła nad wyraz staje,

- tak jak głoszą wciąż zwyczaje

– rózgę przeto swą dostanie.

W czas ten wiele listów płynie.

Kopert rzeka w tej krainie wciąż dostarcza listy nowe.

Tam w pokojach tego domu,

listy owe są czytane.

Pomocnicy je czytają i na kupki układają wciąż z uwagą baczą na to:

Dobry człek to?

Czy ladaco?

Warty jest prezentu teraz czy też rózga

– jak już nieraz to bywało.

Co się stało to się stało.

W czas ten ruch panuje wielki w domu owym,

zamieszanie.

Bo jegomość miast literki czytać w listach

– oczy słabe

– nie jest w stanie.

Zatem smacznie chrapie to za uchem się podrapie to po wielkim brzuchu skrobnie

i nie słyszy nic,

nikogo.

A krasnale z wielką trwogą pracę swą już ukończyli.

Moc prezentów i podarków to dla Wojtków, Janków, Marków.

I dla wielu imion ludzi.

A jegomość się nie budzi i nie słychać jego kroków,

nie sprawdza z boku troków,

reniferów też nie liczy.

Ród krasnali smętnie stoi i spojrzenia smętnie snuje,

lecz ten starszy się nie boi i wśród braci swych bryluje.

Już swe nóżki wyprostował,

czapkę strzepną wyrychtował i na głowę swoją wsadził.

Inni stali.

On zawinął się siarczyście i z salonu wywędrował.

U drzwi stanął i zapukał.

Potem w piastę swą podmuchał,

to dla szczęścia

- tak być musi

– a nóż licho nie śpi,

skusi.

Mikołaju czas się ruszyć!

Sanie stoją.

Już koniuszy konie snadnie przy kulbaczył.

Kłęby chmurek zdmuchnąć raczył i wciąż czeka u wrót domu.

A nie mówiąc nic nikomu,

kroki ciche tuż za domem zda się słyszeć,

za wyłomem,

może za parkanem mgławym ukazały się rękawy.

Tuż za nimi poła cała Mikołaja tam zdradzała.

Krasnal u drzwi,

a Mikołaj pas przy płaszczu swym poluźnił,

w czapę uszy skrzętnie schował .

Gdy ten u drzwi głośno wołał,

ten przez zaspy śniegu skoczył,

renifery wnet przytroczył

i jak feniks swe zaklęcie głośno wyrzekł na zakręcie.

Renifery wnet zarżały,

kopytami zatupały i wzleciały w górę pędem.

Odezwały się dzwoneczki i zagrały wszystkie rzędem.

Tak co roku z Mikołajem,

każdy krasnal w szranki staje myśląc,

że ten zaspał sobie.

Ten zaś co rok w każdej dobie wciąż pamięta,

ludziom sprzyja.

I co rok się tak uwija mimo,

że lat wiele liczy,

lecz to jego wciąż nie tyczy

i sprawuje swoje rządy

i do marzeń ma swe wglądy,

wciąż obdarza świata kawał.

Gdybyż tylko lud zadawał sobie czasem to pytanie:

czy ma dobroć?

Krzywdą stanie?

Czy właściwym jest tu nieraz krzyczeć?

Czy maniera jest konieczna tu i teraz?

Czy jest szczera?

Podać dłoń za takie trudy?

Jak obnażyć tu obłudy wielkie składy?

Sam Mikołaj nie da rady.

Tu potrzeba ludzkiej pracy aby oprócz swych kołaczy odnaleźli własne dusze.

Wtedy ja Mikołaj ruszę i odnajdę was w te święta,

będę o was wciąż pamiętał.

Czyż nie po to są te święta?

Mikołaj.

( Autor: Zygmunt Jaworski )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz