Palec Boży
No i mamy Palec Boży co raz machnął i coś stworzył.
Teraz ludzie niech się meczą różnym głosem za dnia dźwięczą.
Z rana dźwięczą marnym głosem patrząc…
w lustro, gładząc włosek.
To pudrując się jak pączek, to wciąż gładząc się jak strączek.
Ale wszystko się sprowadza czy w kieszeni kasa zgadza się z…
marzeniem o dostatku.
Czy wciąż płatek jest na kwiatku, czy porządek w domu wszędzie?.
A co dalej w tym dniu będzie?, to…
pokaże czas niechybnie.
Czy kobiecie coś się wydmie?
Czy coś pęknie? Coś się spruje?.
Czy coś krzywo namaluje?.
Bo to stanie z pędzlem w dłoni i jak weźmie, choć czas goni.
I jak zacznie się: pudrować, a podkreślać, a rysować,
a zaciskać i popuszczać, a zapinać i rozpuszczać,
i wciąż nowe szmatki z szafy to przymierzać - i bez gafy -
to wciąż nowe zdając plany.
Czy to czyste?
Czy bez plamy?
A czy czasem nie wymięte, nie zgniecione, nie wygięte.
To jak patrzeć na to z boku, to już nie wiem!
Czy to ładnie, czy też marnie.
Do pościeli tyłek zgarnę i...
Popatrzę na tą scenę. Chrapnę jeszcze.
Nie zamienię tego...
Na nic w świecie jakem Men jest.
Bo mężczyźni lepiej mają.
Jak wstać muszą, to…
zrywają się jak strzała.
Bo choć czasu jest bez mała, mała chwilka oni żwawo do łazienki: w lewo, w prawo.
Najpierw siusiu, potem ząbki, i…
pod prysznic w rączki gąbki szybko mydlą i do dzieła.
I to wcale nie niedziela.
To w dzień zwykły, czy sobota
men obroty ma robota - już wymyty, wygolony,
już ogląda swe galony na bicepsach i na klacie.
Ma skarpetki już i gacie,
spodnie wkłada bez kozery, dzienne dżinsy…
będę szczery.
Jest koszula do ubrania bez wielkiego zeń starania,
jest gotowy nasz mężczyzna.
To dla niego nie pierwszyzna.
Potem żonkę cmoknie w dziubek i już bierze kawy kubek
co na stole zaparzyła żonka…
żwawo.
Lecz że różniej jest z tą kawą zwykle men zaparza sam ją.
One dalej w szafie garną i…
tak ranek przelatuje.
Potem powrót do pieleszy men, kobieta już się cieszy:
że zdrów cały, że trzeźwiutki, że nie żąda od niej wódki,
że naprawi coś jej w kuchni.
Ona krząta się uwija.
Do obiadu już się zbiera a on prasę swą otwiera i...
wczytuje się w świat cały.
Gdy już jadła przeleciały i kawusi czas już bliski ona...
lampkę stawia whyski.
Swoim wzrokiem rozmydlonym patrzy nań a on miast żony...
widzi…
łamy, szpalty, wersy i nie czyta ładnych wierszy.
Ona pełna animuszu rusza w bój bo mimo uszu,
on nie słyszy i nie widzi.
Ona choć się trochę wstydzi już w negliżu działa skrzętnie
a on czyta - ciągle smętnie.
A on strony swe przewraca a tu przed nim ciężka praca.
Więc mu fortel czyni ona a nóż da się - go przekona. Więc...
To stanie, to przysiądzie, to...
zaśpiewa coś po cichu,
to mu pryśnie wonią wkoło a on nic - choć jest wesoło.
Więc znudzona znika w kuchni.
Pichci, sprząta - wnet wybuchnie.
On gazetę kończy snadnie składa w poły, patrzy ładnie a tu pusto
nie ma żony.
Więc nieśmiało zawstydzony rusza w kuchni swej ostępy.
Już pod szyją jest rozpięty,
rozluźniony i wciąż czuły.
Teraz on chce ruszyć góry i podchody swe zaczyna:
to przystaje, to wygina się...
Gdy ona z boku.
On już nie co ma na oku, ona wciąż zajęta pracą.
Jemu kształty się bogacą gdy tak patrzy na jej ruchy.
Lecz to ona ma tasaczek,
i odcina udko kacze.
Więc on zmuszon być ostrożny trochę śmiały lecz pobożny
to jej poda koszyk mały, to widelce i gar cały.
To swą pomoc oferuje
Ona…
wszystko to kwituje.
Idź że sobie, nie przeszkadzaj! Do gazety nos swój wsadzaj!
Poszedł z kuchni mi tu zaraz!
On już czmycha - nie tak zaraz.
Najpierw idzie kąpiel czynić i by jej już nie zawinić już zaprasza ją do łaźni.
Wciąż budując w wyobraźni
swą strategię.
Jak tu sprawić by jej humor wnet poprawić.
Więc gdy kąpiel już gotowa:
świeczki, zapach - boli głowa.
To czaruje swą niewiastę, że się zajmie w piecu ciastem.
A niech ona w tej że chwili w pianie z róży sobie kwili.
On to sprawił by się ona
czuła jak Królowa Bona.
Gdy już ona znika w wannie
on szykuje swojej pannie kolacyjkę co się zowie.
Co tam było - niech sam powie.
Nie dość że w szlafroku siedzi
hałasują już sąsiedzi.
Sąsiad puka do sąsiada i mu w ucho cicho gada,
że mecz dzisiaj, że to polska trzeba patrzeć,
nie ma siły.
Więc ni z tego ni z owego
sam…
już wiesz ty mój kolego,
że gdy meczu czujesz zapach
coś się zmienia w twoich chrapach i...
gdy żona - nimfa bardziej,
już wypływa wypachniona on…
niewinnie ale trafnie, telewizor włącza właśnie.
Ona nic nie przewidując siada obok
negliżując swoje wdzięki.
On jak plaster patrzy miękki wzrokiem sobie gdzieś zaleciał
a ją zaraz krew zalewa
bo na darmo ją podniecał.
Znów nie zrobił co obiecał więc...
w sypialni w swe pokoje poszła sama - nie we dwoje.
A on kibicuje dzielnie i hura! i tak też pięknie!
Ona czeka i zaspana
wciąż czekając na kompana
do poduchy już się tuli, on zadziałał bez koszuli.
I gdy światła zgasły smugi on...
rozpalił płomyk wielki i rozkoszy nadszedł potok.
Bo wiedziała ona właśnie,
że choć piorun w niego trzaśnie on…
i tak do łóżka trafi.
A że ona jak to ona zawsze pewna choć nie Bona,
zawsze ma co mieć powinna,
a że czasem jest…
niewinna?
Cóż to takie są zwyczaje - komu co na drodze staje.
( Autor: Zygmunt Jaworski )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz