Aspekt 3
Nie potrafię określić kim jestem. Tyczy się to do własnego wyglądu, jak i do odniesienia się do własnej płci. Jednakżejestem całym sobą, czując iż uczestniczę w wydarzeniach. Jestem w mieszkaniu nie posiadającym ścian tynkowanych o dzisiejszym wyglądzie. Ściany były z cegieł gładkich i czystych, o barwie ciemno brązowej.
Okna jednak nie posiadały szyb, a jedynie drewniane okiennice służące do zamykania na noc. Jestem w takim pomieszczeniu, i muszę wyjść. Nie znam konkretnego powodu, jednakże mam przeczucie, iż muszę zapobiec czemuś, co zagraża wszystkim. W kolejnym z dużych pokoi znajduje się wielki regał na kwiaty. Zauważam go, jak i to, iż źle zostały posadzone rośliny w pojemnikach na nim. Podnoszę leżące rośliny u stóp wielkiego regału, i wchodząc nań, sadzę je w glebie. Jestem wysoko pod sufitem na ostatnim z poziomów tegoż regału. Praca ukończona.
Nagle znajduję się na ulicy między domami. Wszystkie posiadają takie same faktury ceglanych ścian, i drewnianych okiennic. Idąc środkiem ulicy, równie wykonanej z cegieł, czuję jakiś niepokój. To uczucie towarzyszy Mi przez całą drogę przed siebie. Ulica lekkim łukiem skręca w lewo. Widzę jak łączy się ona z ulicą prostopadle ją przecinającą. Jednak jej dalszy ciąg nie jest już ceglany. Na budynku naprzeciw mnie widzę wielką kwadratową skrzynkę. To jakieś urządzenie. Jednak obok na ścianie jest coś, co przypomina kształtem wielką ściętą u podstawy kulę. Czując po trosze ciekawość a po trosze zagrożenie właśnie z tego powodu, zbliżam się bliżej. Obiekt o kulistym kształcie, nim Ja się zbliżyłem, ożywa. Moja uwaga wzmaga się. Jednak teraz nie czuję niepokoju, czy też zagrożenia. Odczuwam wielką odwagę, coś w rodzaju heroizmu, natychmiastowego działania. Obiekt ożywa, zbliża się do kwadratowej skrzynki, wystawiając coś w rodzaju metalowych odnóży. Manipuluje coś pod kwadratową obudową. Ma ona dość szeroką szczelinę między swoją dolną krawędzią a powierzchnią ściany. Odczuwam ostateczność i dopadam ruchomy obiekt. Wykonuję jakiś nagły ruch, nie potrafię określić ani czym, ani jak. Efektem jest to, iż obiekt odpada od ściany spadając z wysoka na kamienną powierzchnię ulicy. Jednak szamocząc się, zeń wydostają się takie same, ale mniejsze obiekty, które rosnąc, rozłażą się we wszystkich kierunkach. Dopadam obiekt całkowicie go likwidując. Po czym atakuję likwidując pomniejsze obiekty, starające się jakby dopaść wszystko co jest urządzeniem w ich promieniu. Pokonuję je.
Nagle znajduję się powtórnie na szczycie regału z kwiatami. Jestem jakby z lekka oszołomiony. Chciałbym coś zrobić na zakończenie, jednak regał zmienia się w ogromne drzewo. Ja stoję na jednym z konarów, pośród kwiatów i liści. Jest bardzo wysoko. Nie ma nikogo, a Ja odczuwam coś, co przypomina uczucie opuszczenia, samotność bezgraniczną. Podejmuję próby zejścia z drzewa, jednak lęk przed tym jest zbyt duży, jak i fakt, iż nie widzę na ten czas możliwości zejścia, nie mam sposobów na wykonanie tej czynności. Podnoszę głowę przed siebie, i widzę zbliżających się ludzi. Czekam. Chcę wołać, krzyczę. Jednak nikt Mnie nie słyszy. Po chwili ogromna grupa ludzi, okazuje się być pochodem utworzonym przez dzieci, dziewczynki i chłopców. Część jest ubrana na jasno siwo, a część na biało. Biel jest rażąca. Niosą kwiaty, radując się machają do Mnie kwiatami. Jednak nie reagują na Moje wołania. Odczuwam jeszcze lęk, gdyż ta wielka grupa dzieci mija drzewo i znika poza Moim polem widzenia. Lęk ustaje. Odnajduję sposób na zejście, jakby spokojniejszy, jakby to przejście dzieci miało się odbyć, poza Moją ingerencją. Schodzę. Pod nogami mam piasek, taki jak na plażach morskich. Jednak nie jestem nad morzem. Idę przed siebie, jakby czując dobrze wykonane zadanie. Po chwili spostrzegam, iż piasek jest mokry. Czuję że miejscami jest lekko grząski, i buty zapadają się. Zatem mijam te miejsca mokre, rozróżniając jakby wijące się wstążki płynącej wody. Przechodząc nad nimi, mam wizję mostów istniejących, bądź mających istnieć. Uznaję że takowe mogłyby być potrzebne do uniknięcia takich sytuacji. Jednak bardziej czuję nie to, aby nie moczyć, czy brudzić sobie butów, ale to, iż nie należy zagrażać właśnie tym płynącym wstążkom wody. Czym bliżej jestem końca drogi, tym jest więcej wilgoci. Udaje Mi się przejść tę drogę do końca, nie narażając życia. Mam odczucie dobrze spełnionego zadania. Budzę się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz