Aspekt 7

Post w dziale:

Jestem obserwatorem. Nie widzę własnego ciała. Widzę grupę ludzi idących przed siebie. Widzę ich i słucham, jednak jestem bardziej zajęty czymś innym. Interesuje Mnie stan w jakim jestem. Kobieta prowadząca grupę były na przedzie, jednak bardzo blisko Mnie. Właśnie wchodziliśmy na jakieś wzgórze. Ona coś powiedziała, co tyczyło się Mnie.

Nie słyszałem tego, ale wiedziałem, że mówi do Mnie, a raczej o czymś co Mi się spodobało. Uznałem że Ja to zrobię. Nie wiem dokładnie o co Mnie prosiła, jednak odebrałem to odpowiednio. Uznałem że zademonstruję to, o co Mnie prosiła. Stałem obok niej na szczycie wzgórza. Okolica bardzo przypominała Mi teren Mojego miasta, jedynie jego wygląd sugerował, że to przyszłość, bądź przeszłość. Chodzi tu o okolice żarskiej ulicy. Przecznica w stronę basenu. Tuż za nią znajdowało się właśnie owo wzgórze. A więc stałem przy tej kobiecie na jego szycie, i wykonałem krok do przodu, poza jego granice. Wiedziałem że jestem obserwowany, czułem to. Czułem również że kobieta przewodząca grupie, również była zadowolona.

Wykonałem krok tak, jakby nie było tam granicy wzgórza. Leciałem. Przemieszczałem się lecąc przed siebie. Wykonywałem niesamowite spirale, leciałem tuż nad domami, nad ludźmi, nad płotami – tak jakbym się popisywał. Czułem przy tym poczucie wielkiej wolności, lekkości, niesamowitej radości. Ekscytacja jak również niemal ekstaza. Nie da się opisać jak się czułem w prostych słowach.

Kierowałem się w kierunku przecznicy tuż przy rzece. Zakręciłem wielkim łukiem i powracałem w kierunku żarskiej ulicy. Po Mojej prawej stronie była przestrzeń ( tam gdzie dzisiaj znajdują się budynek mieszkalny, i dyrekcja tartaku ). Na ich miejscu była pusta przestrzeń, i wielka brama. W niej stał mężczyzna w zielonym kombinezonie. Nie widział Mnie – wiem to. Skręciłem ostro w tę bramę, jakby dla zabawy, a jakbym coś szukał. Jednak zmieniłem zdanie i okrążyłem owego mężczyznę tuż przy nim – nie zwrócił na mnie w ogóle uwagi, stąd wiem że Mnie nie widział. Coś trzymał w dłoniach i czytał, lub oglądał. Wyleciałem z bramy skręcając na żarska w kierunku dzisiejszego przystanku autobusowego. Siedziało tam trzech lub czterech mężczyzn, również w zielonych kombinezonach. Z jakiegoś powodu poczułem niepokój. Czułem wyraźnie, jakbym nie chciał, aby oni Mnie zobaczyli, bądź wiedzieli że tam jestem. Zawróciłem ale Mojej grupy już nie było na wzgórzu. Jednak coś odkryłem. Przez ułamek czasu zobaczyłem swoje ciało, które zginam coś sprawdzając. Macham rękoma, jak ptak skrzydłami. Jednak tylko jakiś czas. Odkryłem że jeśli Moje ciało jest zgięte grzbietem do góry i jest prawie pionowo – to niemal stoją w miejscu. A jeśli zgięcie ciała jest brzuchem do dołu, i poziomo – to niesamowicie przyśpieszam. Lecę nad płotami domostw, nad dachami, kierując się ku rzece. Tam przed nią ( dzisiaj jest to pusta przestrzeń ), stoi wielki, bardzo wysoki dom. Wzlatuję w górę, jakby przyciągany ku niemu. Tuż pod dachem znajdują się wielkie okna, tam lecę jakby coś Mnie przyciągało. Wlatuję tam.

Budzę się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz