Aspekt 11
Tego dnia niemal cały dzień myślałem o własnym pragnieniu wyjścia z ciała. Powróciłem do lektury i rad Pana Darka Sugiera z zamiarem ustalenia i upewnienia się, czy o czymś nie zapomniałem. Moje pragnienie jest tak wielkie, że coraz trudniej jest Mi unieść odczucie braku.
Mówię tu o braku uwolnienia się z ciała, braku spotkań z istotami wyższymi, braku nauki jaką mogliby Oni Mi udzielić. Wiem że każda z lektur jaką przeczytałem jest przepełniona doznaniami, przeżyciami, jak i mnóstwem rad i spostrzeżeń swoich Autorów – i to jest bardzo wartościowe. Daje to dla Mnie znaczący zarys tego, czego tak naprawdę zostałem pozbawiony (zapomniałem), z chwilą „obdarowania”, mnie fizycznym ciałem. Pragnienie to jest tak silne, że nawet nie ma mowy o rezygnacji, czy też zniechęceniu nieudaną próbą. Myślę że jestem coraz bardziej nieugięty.
Wieczór. Jak zwykle kładziemy się na nocny spoczynek o 22.00 h. Naturalnie wypowiadam własną afirmację z wielką szczerością, wyrażając własną intencję – dla czego pragnę by Mi to umożliwiony. Budzik w komórce nastawiam na 2.00 h w nocy. Zwykły budzik mógłby obudzić Żonę. Nie abym się bał Jej reakcji na to co czynię każdego dnia ( ona zna temat, i ma równie wielkie nadzieje co i Ja Sam). Zatem budzik nastawiony. Relaksuję się by jak najszybciej usnąć. Chcę przespać spokojnie cztery godziny snu. I tak też się staje.
Próba snu 4+1, nie jest pierwszą próbą, zatem obecnie budzę się 10 min. przed czasem. Jest za 10. 2 h w nocy. Wstaję delikatnie by nie obudzić Żony. Rozsuwam drzwi i wychodzę do pokoju gościnnego. Krótkie spojrzenie na tv jak i na komputer. Decyduję że nie będę włączał ani tego, ani tego. W komórce mam zainstalowaną książkę P. Sugiera. Jeszcze nie zakończyłem jej czytania. Idzie Mi to wolno, bo analizuję to, co Autor chce przekazać. To ważne dla Mnie szalenie. Siadam przy prawym końcu narożnika. Stopy oparte o podłogę całą swą całością. Jakieś parę minut siedzę oparty o oparcie narożnika. Pod głową mam poduszkę. Jedna po chwili przychodzi Mi na myśl obawa, iż mogę usnąć, i znowu stracić kolejną próbę, tak cenną dla Mnie. Zatem decyduję się na pozycję nietypową. By rozbudzić umysł i nie dać mu usnąć.
Czytam tekst książki, co i rusz zaglądając na zegar w prawym, dolnym rogu komórki. Mam nie spać co najmniej 45 min. i tak też zamierzam zrobić. Czytam i zaglądam na zegarek i znowu czytam.
Ustaliłem że do łóżka mam wrócić o 2.35h. Ostanie spojrzenie na zegar, i brakuje mi 4 min. Jest 2.31.
Żona przebudza się. Widzi że nie ma Mnie w sypialni, woła bym wracał do łóżka. Idę posłuszni uznając, że 4 min. to nie kłopot. Kładę się do łóżka, chcę odłożyć komórkę na nocny stolik, gdy spostrzegam, że jest 3.35 h. To tak wbiło Mnie w zdziwienie, że siedzę i zaczynam myśleć. Jak to możliwe. W pokoju gościnnym siedząc w pozycji tak nie wygodnej (byłem pochylony do przodu, łokcie oparte na kolanach, i tak czytam tekst w komórce), ściśle pilnuję czasu. Doskonale pamiętam że gdy postanawiam wrócić do sypialni, jest godzina 2.31 h. Jednak gdy siedzę w sypialni już na łóżku, chcąc odłożyć komórkę, spostrzegam, że jest godzina 3.35. Proszę Żonę by sprawdziła zegar na segmencie. Potwierdza – jest 3.35 h. Zatem gdzie się podziała 1 godzina. Trudno Mi uwierzyć, że czytałem książkę w nocy, przez 1.35 min. gdy co i rusz sprawdzam czas. Miałem być 35 min.
Nie znajdując odpowiedzi na własne pytanie, decyduję się położyć i atakować mimo wszystko. Nie chcę, by kolejna próba została zmarnowana. I znowu afirmacja z intencją. Prośba – wielokrotna – o pomoc przyjaciół nie fizycznych z tamtej strony. Zamykam oczy, relaks całkowicie korzystny. Nie potrafię powiedzieć ile to trwało, niemniej na pewno nie mało. Zaczynało robić się coraz jaśniej na zewnątrz.
I nagle znajduję się w Moim mieście rodzinnym. Nie jest to miasteczko, gdzie obecnie mieszkam. Tamto leży 6 km. dalej. Widzę siebie jak jadę wózkiem inwalidzkim typu skuter. (Tu należy się wyjaśnienie, że jestem osobom niepełnosprawną wzrokowo, i ruchowo. Jestem po trzech operacjach kręgosłupa. Lekarze nie dawali Mi szans do chodzenia. Ja wywalczyłem to co mam obecnie. Chodzę o kulach, bez wózka. Jednak w domu mam wózek ręczny. Elektryczny wózek, skuter stoi w garażu. Nie mam kasy na dwa akumulatory, to 3000,00 zł. Ok. Nie ważne.). Wózkiem już nie jeżdżę ze trzy lata. Tu widzę siebie jadącego na wózku główną ulicą owego rodzimego miasta. Jadę w kierunku „starej” apteki. Zawracam. Jakiś czas jadę w przód, znowu zawracam. Jadę ponownie w tym samym kierunku, jednak odczuwam fakt, jakbym chciał komuś coś pokazać. Jadę znowu z powrotem.
Jadę pod górę. Wózek elektryczny słabnie. Staje. Pcham go. Męczy Mnie to. Wchodzę do jakiegoś budynku. Widzę dwoje ludzi. Oni nie mówią do Mnie werbalnie. Nie ruszają ustami. Nie wiem co Oni mówią, jednak odczuwam to, jakbym całkowicie rozumiał. W budynku widzę siebie leżącego na czymś wypchanych wielkich workach foliowych. Leżę na plecach. Obok leży na boku przewrócony Mój wózek elektryczny. Przede Mną widzę schody – takie metalowe. Wyżej na półpiętrze stoi mężczyzna. Po schodach idzie kobieta w czerwonej sukience. Oboje patrzą na Mnie. Czuję że potrzebuję ich pomocy, jednak oni nie udzielają Mi jej. Nie wiem dla czego. Chcę iść z nimi, jednak oni idą sami. Kobieta patrzy na Mnie w szczególny sposób. Trudno Mi jest to opisać. Odczuwam smutek.
Budzę się. Jest godzina 5.30 rano.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz