Aspekt 12

Post w dziale:

Jestem w pokoju gościnnym. Ponieważ nie mam książki do czytania, postanowiłem włączyć komputer, celem zapisania snu, jaki zaliczyłem w czterech godzinach nań przeznaczonych. Przed sobą mam zegar stojący na blacie biurka. Mam tu być godzinę, zatem jest 2.00 ma być 3.00

Jak się czuję? Jestem mocno senny, choć wybudziłem się bez trudu, i bez pomocy budzika. Jest Mi gorąco, jestem spocony. W głowie słyszę lekki głos jakby stałej fali radiowej. Mam go zresztą stale przez cały czas.

Aspekt

Jestem w jakimś budynku. Jest wysoki. Jestem z żoną. Ona ma mieć jakąś operację, jednak nie wiem do końca jaką. Oboje jesteśmy w jakimś pokoju. Zostawiam ją tam. Mam odnaleźć windę albo coś w tym rodzaju. Odnajduję ją, choć nie do końca, bardziej przypomina Mi to, iż sam przemieszczam się przez ściany w górę. Czuję jak pokonuję tę drogę. Widzę świetlny punkt przed sobą, w stronę którego się przemieszczam. Sceneria się zmienia. Jestem na ulicy. Nie rozpoznaję jej. Widzę w zasięgu wzroku kobietę. Ubrana jest w lekką, jasną sukienkę. Jasne, proste, krótkie włosy. Dziwnie się zachowuje. Ma jakieś bandaże w dłoniach. Wymachuje nimi, ale nie specjalnie. Przybliżam się do niej. Ona idzie czyniąc dziwne ruchy rękami. Stąd te machnięcia bandażem. Jest na coś chora. Biorę ją pod rękę, idziemy razem. Opowiada Mi że idzie do pracy tam gdzie pracuje. Czyli do szpitala. Tam koleżanki ją odbiorą. Dziwię się bo w jest w takim stanie. Odczuwam współczucie ale i podziw. Mówi że pomaga im w pracy z pacjentami. Podchodzimy do budynku. Jak mniemam to szpital. W naszą stronę podchodzę dwie kobiety. Prowadzona przeze Mnie kobieta, bierze pod rękę jedną z nich. Uśmiecha się do Mnie. Patrzę jak odchodzą. Zaczynam myśleć o żonie, którą pozostawiłem w innym budynku. Wracam do niej.

Budzę się.

Obudziłem się o godzinie 1.20 h w nocy. Biorę komórkę w dłonie i sprawdzam czas. Właśnie stąd wiem że była 1.20 h w nocy. Jest bardzo cicho.

Godzina 2.20 h / 2.30 h / 2,54 h

Wracam do sypialni. Przez czas niemal 1 godziny starałem się nie zasnąć. Włączyłem komputer, gdyż już nie mam książki, którą mógłbym czytać. Postanowiłem że zapiszę pierwszy sen (sceny), które widziałem podczas snu w serii 4+1. W trakcje zapisywania wtrącałem stan zegara na ekran. To dla dowodu, że nie przegapiłem, nie pomyliłem, jego cyfr. Zatem wracam do sypialni. Sprawdzam stan zegara komórki. Potwierdzam niniejszym, że jest taka godzina, jaka ma być. Zatem kładę się. Światło gaśnie. Staram się relaksować coraz głębiej, wyciszać. Jednak uparcie stukam palcem po powierzchni łóżka. Czuję się bardzo śpiący, ale wciąż wybijam rytm palcem. Dodatkowo liczę sobie w myślach uderzenia. Co i rusz wplatam w to Moją prośbę, co chcę? O co proszę? Jakie są Moje intencje?

Czuję że dłuży Mi się leżenie na wznak. Mimo zamkniętych oczu, i wpatrywaniu się w jeden punkt ciemności, nie widzę niczego szczególnego. Co i rusz gdzieś odczuwam lekkie swędzenie. To na policzku, wąsach, brew, czoło. Staram się to ignorować, jednak na dłuższą metę się nie da.

Zmieniam pozycję na prawy bok. Oddech regularny, miarowy, zanikający fonicznie. Spokojnie powtarzam afirmację. Wciąż proszę o pomoc istoty z tamtej strony. Wciąż staram się wypowiedzieć, iż czekam na nich, by Mi pomogli.

Czas się dłuży. Wchodzę w długie pomieszczenie. Jest długi stół, jakby lada. Za nią siedzi kobieta, z jej prawej strony w rogu znajduje się jakiś mężczyzna. Ona liczy ziemniaki. Są całe w skórkach, ugotowane. Ona tak stwierdza. Jednak wiem że to na Moje życzenie. Ona liczy. Jeszcze biorę jakieś zakupy. Nagle podaje Mi kwotę do zapłacenia. Twierdzi że mam zapłacić 1600,00 zł. Jestem oburzony że tak dużo. Każę to wyjaśnić. Podchodzi mężczyzna i również zlicza. Potwierdza. Nie wiem czy biorę te zakupy, czy też nie, w każdym bądź razie wychodzę stamtąd, pozostawiając ich w pomieszczeniu. Wracam do pokoju gdzie powinna być kobieta / Moja Żona. Nie ma jej tam. Stoi na korytarzu. Jednak pokój jest inny. Nie taki, jaki był na początku. Tamten był prostokątny, posiadał prosty sufit. Jednak ten posiadał cechy pokoju strychowego. Ma spadowe ściany. Jest jedno okno w niszy. Pokój jest nędzny, brudny. Na ścianach plamy, strzępy tapety. Chcę to zostawić. Wychodzę z obrzydzeniem, pozostawiając wszystko to, co tam wniosłem. Okazuje się, że tam były również te rzeczy wraz z ziemniakami, które miałem kupić w długim pomieszczeniu. Wyraźnie czuję że tego nie chcę. Jednak jestem spokojny.

Budzę się. Jest godzina 6.50 h rano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz