Aspekt 9

Post w dziale:

Jest godzina 22.00 wieczorem. Jestem już po kolacji, jak i po kąpieli. W sypialni jest półmrok. Okna zasłonięte zasłonami. Położyłem się z postanowieniem pracy nad sobą w zakresie OOB. Głośno (werbalnie), a następnie mnóstwo razy w myślach (niewerbalnie), utworzyłem własną afirmację – wyrażenie własnego pragnienia.

W myśli powtarzałem to wielokrotnie na różne sposoby, starając się, by priorytetem była szczerość, jak i czyste, konkretne intencje. Uznałem to za ważne, iż ma to być czysty, jasny przekaz – o co Mi chodzi.

Położyłem się jak zwykle na własnym miejscu, obok żony. Po zamienionych paru słowach rozmowy conocnej, żona ułożyła się w sobie wygodny sposób i usnęła. Ja pamiętając o własnym postanowieniu, pragnieniu, ułożyłem się na plecach ( na wznak ). Przyjąłem taką pozycję, bez konkretnego powodu. Uznałem że nie chcę, by cokolwiek przeszkadzało Mi w tym co robię. Zatem tak się ułożyłem by nie odczuwać czegokolwiek na żadnej kończynie Mego ciała, bądź bym nie odczuwał żadnej części Mego ciała. To ważne dla Mnie, gdyż nie chciałem by cokolwiek Mnie absorbowało. Liczy się tylko to, co jest związane z OOB-e.

Zamknąłem oczy, starając się wyrównać oddech, uspokoić myśli. Chodziło Mi o to, by cały własny umysł skupiony był na tym konkretnym zadaniu. Zamknąłem oczy spokojnie oddychając. Staram się poprzez próby nauczyć (przyzwyczaić), oczy do kontynuowania zadania patrzenia, mimo zamkniętych powiek. To co widzę to czerń. Głęboka czerń. Naturalnie słyszę odgłosy poprzez ściany budynku, płynące z innych mieszkań. Słyszę odgłosy zza okna, gdyż jest uchylone. Potrzebowałem tego, gdyż jest duszno i ciepło. Mnie brakuje tlenu, tak więc lekki powiew świeżego tlenu, jest dla Mnie korzystny, mimo odgłosów.

Stale powtarzając sobie własną afirmację w myślach (niewerbalnie), skupiam się z całych sił na dwóch rzeczach. Pierwsza to skupienie uwagi na tym co widzę zamkniętymi oczami. Druga to skupianie uwagi na jednym punkcie w czerni. Nie jest to łatwe, gdyż odnaleźć jeden punkt w głębokiej czerni, nie jest łatwe. Jednak uparcie wpatrywałem się w nią (czerń), czekając spokojnie na efekt. Oddycham spokojnie, bez zakłóceń. Żona śpi spokojnie. Nie potrafię określić, jak długo trwało Moje oczekiwanie na jakikolwiek efekt. Jednak uczepiłem się jednego punktu, wyobrażając sobie, iż wpatruję się w jeden punkt na ścianie w czerni. Myślę że nie trwało to długo. Czas stał się całkowicie nieistotny. Nawet odgłosy zza ścian, jak i zza okna zaniknęły. Czerń stała się niejednolita. Faktycznie stała się wielowymiarowa. Coraz bardziej rozluźniałem się, relaksowałem – oddychając lekko i spokojnie.

Czerń nagle staje się wielowymiarowa. Nareszcie nie mam trudności w skupieniu wzroku na jednym punkcie. Jednak coś się dzieje, jakby wokół trudno powiedzieć punktu, w który się wpatruję. Ja rzekłbym, wokół linii kierunku skupienia Mego wzroku. Oczy uspokoiły się, sztywno patrząc w jednym kierunku. Czerń stała się jakby jaśniejsza, szara. Jednak jakby wokół miejsca, gdzie skierowane są Moje oczy, Moje spojrzenie, ukazały się kręgi. Kręgi koloru czarnego na szarym tle. Były nieregularne. Przypominały bardziej kręgi utworzone z dymu, jednak wyraźnie dające się określić, wyodrębnić. Kręgi płynęły w Moim kierunku. Czułem to całym sobą. Widziałem to wyraźnie, i Mogłem to określić poprzez Moje patrzenie, widzenie. Widziałem wyraźnie, czułem to, jakby one zbliżały się do Mnie, opływając Mnie dokoła. Zaskoczony byłem faktem, iż ruch kręgów widziałem przed sobą, obok, jak i z tyłu siebie. Płynęły, opływały i płynęły z tyłu. Jednocześnie miałem uczucie, bym to Ja Sam płynął, wpływał w owe koła. Oba te odczucia odbierałem wyraźnie jednocześnie. Nie miałem odczucia strachu, czy lęku. Odczuwałem raczej wielką ciekawość, dążenie do wiedzy, do poznania, zobaczenia, odczucia. To było Moim priorytetem. W tym momencie czułem rosnącą radość, spokój, dobro. Nie odczuwałem żadnych złych, niekorzystnych odczuć lęku, strachu, zagrożenia.

Kręgi zniknęły. Jednak powtarzając sobie wciąż, i w ciąż afirmację. Zacząłem odczuwać na ciele coś dziwnego. W tym momencie prosiłem by owe istoty wyższe po tamtej stronie, przybyły Mi pomóc wydostać się z Mego ciała fizycznego (CF), bym mógł określić jasno, iż tak się stało. Zmiany nastąpiły na dwu polach. Mianowicie po jakiejś chwili odczuwać zacząłem własne ciało. Niesamowite wrażenie wypierania, rośnięcia. Trochę przypominało to, jakby rośnięcie ciasta drożdżowego. Przy każdym oddechu, odczuwałem jakbym Moje kończyny górne układał ktoś, kto chciał ich położenie koniecznie poprawić. Przesunąć je, choć o parę milimetrów. To samo działo się z kończynami dolnymi. Nie spałem. Byłem bardzo skupiony na tym, co robię.

Kręgi zniknęły. Jednak po chwili szarej mgły, zaczęło się jakby przejaśniać. Wciąż uczepiony jednego punktu, zacząłem widzieć niesamowity obraz. Trudno to opisać własnymi słowami. Myślę że i nie sposób. Każdy opis będzie substytutem faktycznego obrazu. Widziałem jakby do Mnie zbliżał się obraz srebrnych, kryształowych elementów – bardzo drobnych, jednak drgających każdy, jakby własnym życiem, rytmem, prędkością. Przypominało to jakby wielowymiarową płachtę, utkaną z tych żyjących, drgających elementów. Płaszczyznę którą widziałem z daleka, lecz widziałem każdy element bardzo wyraźnie. Płaszczyzna zbliża się do Mnie. Chcę tego, coraz bardziej chcę tego. Pragnę przejść tę płaszczyznę, przebić ją, przefrunąć. Płaszczyzna zbliżając się do Mnie staje się coraz bardziej wielowymiarowa, cudowniejsza. Każdy element drgający koloru szarego, z otoczką srebra. Blask bije z między nich, jak gwiazdy utkane w cudowny, krystaliczny wzór, koronkową kompozycję.

Płaszczyzna okazuje się nie być płaszczyzną, lecz wieloma płaszczyznami. Wpływam w ten gąszcz elementów. Czuję niesamowity spokój, radość. Moje odczucie przypomina, pragnienie przytulenia się to tych elementów. Widzę jak płaszczyzna zakrzywia się, jakbym był w wielkiej bańce. Migocące szklanym blaskiem, drgające elementy opływały mnie i mijały z każdej strony. Zauroczony tym widokiem, dostrzegłem coś jeszcze. Mianowicie po jakiejś chwili, kolor migocących, drgających elementów zmienił kolor na głęboką czerwień. Jednak nie stale. Raz obraz był szary, srebrny, w pełnym blasku, a raz cały migocący w czerwieni. Po chwili coś pchało Moją uwagę poza ten obraz. I jak za drgających, kryształowych elementów, widziałem postaci. Wydawały się słać, kierować w Moim kierunku owe drgające elementy. Tak jakby to była fala energii. Każdy z tych elementów, to energia? Istota?. Jednak bardzo wyraźnie widziałem zarysy wielkich postaci spoza migocącego obrazu. Tak jakby starały się Mnie otoczyć tą kompozycją kryształowych świateł. Odczułem że nie jestem sam, że wysłuchano Moją afirmację tam po drugiej stronie. Że istoty wyższe przybyły i dopowiadają mi na Moje pragnienia. Kompozycja po chwili Mojego wpatrywania się poza nią zanika, po czym ponownie się pojawia. Jednak fragmentarycznie. Szukam postaci poza nią, jednak widzę je, tylko dwa razy jeszcze, i to w coraz mniejszej ilości. Czuję przygnębienie. Jednak nie czuję strachu, rozczarowania. Mam uczucie że to już widziałem, że to znam.

Otwieram oczy budzę się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz