9 marca 2015 r. - Wdzięczność odbita w lustrze.

Post w dziale:

Życie stwarza wiele sytuacji, zmuszających do decydowania. Nie trzeba tłumaczyć, jakie znaczenia ma odpowiednie wychowanie od najmłodszych lat. W tej kwestii, rodzice mają mnóstwo do zrobienia. Jednak, żeby to zrozumieć, każdy potencjalny kandydat na rodzica musi odpowiedzieć sobie na pytanie: czym dla niego jest rodzicielstwo. Czym jest dlań zostanie Matką, czy też Ojcem?

Piszę tu celowo owe określenia: „Matka, Ojciec” z dużej litery. Uważam, iż role te obarczone są wielką odpowiedzialnością. Efektem rodzicielstwa, spełnienia w sposób należyty tej roli – jest wizerunek dzieci w ich dorosłym życiu. Nie ma ideałów, lecz są miliony prób i zadań zbliżających doń w jak największy sposób. Niemniej życie pokazuje, iż z tym efektem jest różnie.

Odzwierciedleniem istoty tej kwestii, jest – jak ja to nazywam – czas odwróconej wdzięczności. To czas, gdy kończy się okres wychowywania, nauki, wdrażania w życie. Kiedy kończy się okres życia młodego pokolenia, we wspólnym okręgu z rodzicami. To czas, kiedy młodzi ludzie sami wdrażają wszystkie posiadane wartości, modyfikując je własnym stylem, i charakterem życia – tworząc własny grunt, własną prywatność.

Niemniej, w czasie, podczas którego młodzi stają twardo na własnych nogach – rodzice stają się osobami, którym lista możliwości życiowych, z każdym rokiem ich życia – kurczy się, skraca. Natomiast lista czynności, które stają się problemem wydłuża się.

Czy trzeba pytać, czy dorosłe już dzieci zajmą się rodzicami w ich jesieni życia byłoby absurdem. Pytanie to jednak, staje się niemal enigmą w starciu z praktyką. Rodzice w podeszłym wieku, niepełnosprawni w coraz bardziej większym stopniu, często nie mogą liczyć na pomoc własnych dzieci.

Kochając w rodzicielski sposób, oczekują na pomoc rozumując, iż to coś o co prosić nie muszą. Jednak tak nie jest. Życie pokazuje wielokroć, iż dzieci najzwyklej traktują rodziców, jako studnie bez dna. Wciąż czerpiąc i czerpiąc na własne potrzeby, nie zważając na potrzeby ich samych. A tak się często dzieje. Dorosłe dzieci uciekają jak najdalej z domu, zapominając często, iż sędziwi rodzice nie powinni zostawać bez opieki, pomocy, uwagi, troski.

To właśnie czas, kiedy miłość rodziców okazywana przez lata dzieciom, wróciła do nich w postaci troski, zainteresowania i uwagi tychże dzieci. Nie potrafię zrozumieć dorosłych już ludzi, którzy z jednej strony twierdzą, iż kochają rodziców - natomiast z drugiej strony, mnożą listę wymówek i argumentów by usprawiedliwić własną izolację. Przykro jest patrzeć na sędziwość ludzi, wciąż oczekujących na zainteresowanie najbliższych, wciąż tłumaczących sobie ich nieobecność, wciąż usprawiedliwiających zwykły brak zainteresowania.

Można wiele zrozumieć, biorąc pod uwagę aspekty dzisiejszego życia. Biorąc pod uwagę ciągłą gonitwę za pracą, pieniądzem, wygodnym życiem. Tyle, że w tym całym zagonieniu, często ci młodzi nie zauważają, iż obok życie ich rodziców ulatuje bezpowrotnie. Często jest tak, iż ci młodzi budzą się z własnego „obłędu” ciągłej gonitwy właśnie wtedy, gdy sami stają przed bramą podeszłego wieku, i własnych rosnących ograniczeń własnej samodzielnej egzystencji.

Myślę, że przy całym bagażu doświadczeń, warto się zastanowić nad tym, co tak naprawdę jest ważne. Co tak naprawdę się liczy, gdyż materializm – być może stwarza wygodne życie – lecz ogołaca z wartości dlań nieuchwytnych, pozostawiając w zupełnej mentalnej samotności – i to bezpowrotnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz