24 marca 2016 r.
Wiele czasu zajęło mi pojęcie, iż to, co widzę naocznie nie zawsze jest zgodne z prawdą. W świecie fizycznym w którym zawarta jest część mojej drogi tak niezbędnej mi do własnego rozwoju, stwierdzenie, iż: „zobaczę to uwierzę”, traci swój sens. Okazuje się, że nie wszystko widziane własnymi oczami jest prawdą.
Wiele dotąd aspektów występujących na mojej drodze życia, wiele lat uważanych za ważne, okazało się nic nie wartymi drobinami w całości rozwoju. Bo cóż warte są dobra materialne, gdy są one li tylko zawoalowaniem wartości, które są nierozerwalne z istotą nieśmiertelną, istotą duchową. Dobra materialne, które posiadają li tylko swój złudny blask i działanie za życia ciała fizycznego.
Pewnie jakieś parę lat temu stwierdziłbym, iż mnóstwo pieniędzy, wspaniałe mieszkanie i reszta materialnych aspektów jest niezbędnikiem do życia. Dzisiaj już wiem, że te wszystkie ludzkie oczekiwania, są li tylko mirażem. Mgłą zaślepiającą to, co widzieć się powinno. „Marny to skarb, który ciąży tak, iż unieść go nie sposób”, takie to stwierdzenie ciśnie mi się na język przy tego typu rozważaniach. A tak jest, gdyż gdy ciało fizyczne umiera, owy skarb traci własną wartość do zera.
Aspekty materialne to nie wszystko, co występuje na mojej drodze do rozwoju. Mam jeszcze aspekty istnień innych ludzi, z którymi i między którymi przyszło mi egzystować. Tu również zaprzestałem stosować „mądrości”, tak mocno wpajanej mi przez wiele lat. Okazało się, iż nie posiada ona (owa mądrość), najmniejszego odbicia w rzeczywistości fizycznej tu i teraz. Stosując ją, innymi słowy sam siebie okłamywałem, iż bardziej jest tak bo być musi, bo tak mówi owa niezmienna mądrość – niż jest tak w rzeczywistości.
To czysta „fata Morgana” w polu widzenia istoty uwięzionej w ciele fizycznym, mającej jedynie bardzo ograniczone możliwości wglądu w to, co sama potrafi. Uważam, iż właśnie stosowanie owej wyuczonej mądrości, nienaruszalnej prawdy na każdy dzień – jest li tylko przyczynkiem do wielkich rozczarowań, zawodów i bólu psychicznego. Te negatywne odczucia i konsekwencje, najczęściej padały mojemu osądowi, iż wina leży z dala ode mnie – leży po drugiej stronie. Nic podobnego.
Już dzisiaj wiem, iż zrozumienie tego zagadnienia ma swoje sedno w pojęciu, czy owa prawda wyuczona przez innych przez wiele lat, jest rzeczywiście prawdą? Czy też nosi li tylko nazwę „prawda”? czy jest i dla kogo jest ową prawdą? Chodzi tu o sedno zrozumienia, nie co jest prawdą lecz co jest prawdą dla mnie, dla ciebie, dla innych. Czy trzech ludzi stojących w różnych punktach okolicy, widzą przed sobą ten sam widok? A przecież stoją i to na własnych nogach. Patrzą własnymi oczami. Niby mianownik jest ten sam, a jednak widok inny.
Przekonuję się coraz bardziej, że cała ta wyuczona prawda o wszystkim nie jest dla mnie w najmniejszym stopniu czynnikiem dla mnie korzystnym. Owa szablonowość w widzeniu, odbieraniu, moralności, wytycznych w co wierzyć a w co nie wierzyć, i innych tworach ludzkiej fizycznej natury – to wszystko jest dla mnie li tylko zbędnym balastem na moich plecach, czarną zasłoną uniemożliwiającą mi pełny wgląd w to, co dla mnie jest korzystne – przez to odpowiednie, a co jest dla mnie nie korzystne – a przez to winno przeze mnie przelecieć jak wiatr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz