Religia, czy wolność.
Na świecie istnieje wiele organizacji zajmujących się tematyką wiary. Między innymi mamy: Chrześcijanizm, Judaizm, Islam, Hinduizm, Buddyzm i inne. Nie będę polemizował z argumentem, czy one są komukolwiek potrzebne, czy też nie.
Byłoby to bezsensownym zadaniem, gdyż ilu ludzi tyle poglądów. Ja osobiście zajmuję się analizą własną, opartą na własnych poglądach, obserwacjach, wnioskach. Moim zdaniem każda z nich – tak naprawdę – nie ma nic wspólnego z wiarą. Temat „Wiara” jest bardzo wygodnym komercyjnym parasolem dla ich (organizacji) przywódców. Dlaczego tak uważam? Dla mnie to proste.
Analizując musiałbym sprecyzować o co mi osobiście chodzi? Jak Ja rozumiem zagadnienie „wiary”. Uważam, iż wiara w cokolwiek jest mi nie potrzebna. Gdyż jeśli stwierdziłbym, iż w coś wierzę, to zaprzeczyłbym w moim rozumieniu własnej obserwacji, rozważaniu, samodzielności, wolności. Wiara przeważnie opiera się na domniemywaniu, ufaniu w coś co nieuchwytne, niezdefiniowane. Moim zdaniem wiara to samowolne ograniczenie własnych wyborów – tak myślę.
Jakby wszelkie organizacje religijne wziąć pod przysłowiową lupę, to można łatwo doszukać się części wspólnych każdej z nich. I to różnego rodzaju części wspólne. O jakie to części chodzi – proszę bardzo:
1. Punkty zborne dla ludzi utożsamiających się z daną religią. Mówię tu o budowlach sakralnych, ściśle związanych z daną religią.
2. Symbolika odpowiednio ustalona, przynależna do danej organizacji religijnej. Mówię tu o wszelakiego rodzaju obrazów, posągów, rzeźb, przedmiotów.
3. Tok odprawianych czynności podczas modłów. Choć różnią się między sobą, to jednak są ściśle ustalone.
4. Ściśle ustalone święta, dni szczególne – odpowiednie dla danej religii.
5. Szczeble stanowisk sztywno wytyczone w każdej z religii.
Uważam, iż dla mnie osobiście jest to nie potrzebne. Nie uważam narzuconych zachowań, za argument niezbędny do kształtowania własnych poglądów. Każdy człowiek ma własny rozum, umiejętność do rozwagi, i wolną wolę. Dla mnie czynnikiem do uchwycenia własnego punktu widzenia, jest obserwacja i jeśli tego potrzebuję konstruktywna rozmowa. Jednak rozmowa, która daje mi możliwość wymiany, wysłuchania, porównania poglądów. Niemniej nie naśladowania.
Jestem daleki od pełnego naśladownictwa, choć (przyznam się szczerze), nie do końca mi się to udaje. Czasami łapię się na czynnościach nie pochodzących ode mnie, a stanowiących części cudzych decyzji. Wiem o tym i zdaję sobie z tego sprawę. Niemniej usilnie pracuję nad tym, by akceptować li tylko to, co płynie z moich rozważań, i stanowi moją własną część poglądową.
Odnoszę nieodparte wrażenie, iż wszystkie te twory o charakterze opartym na wierze, mają za zadanie ograniczyć właśnie wolną wolę, wtłaczać ludziom w umysły wygodne tezy dające korzyści nie ogółowi czy samej jednostce – a właśnie przywódcom owych religii. Niekończące się opłaty – daniny wymagane tylko dlatego, iż ktoś gdzieś takowe ustalił.
Sądzę, iż wiedza leży u „stóp” każdego z nas. Wystarczy jedynie zacząć się po nią schylać. Co to dla mnie znaczy? Ano by dojść do własnych ukształtowanych poglądów wystarczy samoistnie analizować każde zagadnienie, które stanowi niewiadomą. Niemniej nie widzę nigdzie konstruktywnej rozmowy. Nikt nie rozmawia w tematach tak chętnie poruszanych w organizacjach religijnych. Nie rozmawia się między ludźmi – nigdzie się nie rozmawia. Zatem, jak można mówić o wierze? Wierze w co? Za to czyni się i powiela mnóstwo szablonów ograniczających własny rozwój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz