Tolerancja jest mądrością, czy tylko wybiegiem?

Post w dziale:

Wiele razy zastanawiałem się nad zagadnieniem, czym jest tolerancja? Jakie ma zadanie w życiu człowieka? Jakie niesie konsekwencje? No i to najważniejsze pytanie: czy tolerancja jest mądrością? A może zastanowić się, ile w tolerancji jest mądrości?

Wiele przykładów zjawiło mi się na mej drodze rozwoju, by dać mi wiele do myślenia. Zadanie tym bardziej dla mnie trudniejsze, gdyż nie uznaję szablonów moralnych, narzuconych tez i mądrości innych ludzi.

Mam własne odpowiedzi, które dojrzewały podczas mych analiz wiele lat. Zatem zacząć należałoby od pierwszego pytania. Mianowicie: czym jest tolerancja? Dla mnie to wygodna teza na coś, z czym się nie zgadzam, lecz mogę – jakby to powiedzieć – przymknąć na to oko. Czy się z tym zgadzam? Nie! Niemniej są sprawy na które mam wpływ, i takie na który wpływu nie mam. To przykre, lecz to jedna z niedoskonałości tego świata. Mogę się zgadzać lub nie – to jest miernik własnych poglądów w konkretnych sprawach. Tolerancja – moim zdaniem – burzy ten porządek myślowy. Wprowadza niestałość, płynność w rozumowaniu, rozmycie lub przesunięcie granicy.

Jakie zadanie ma tolerancja w życiu człowieka? W moim przekonaniu jest czynnikiem rozmywającym konkret we własnym myśleniu. To bardzo wygodny sposób, pretekst myślowy, wybieg by usprawiedliwić odchylenia od własnego poglądu. Tolerancja jest czymś w rodzaju wyciszeniem własnej moralności czułej na obraz widziany własnymi oczami. Innym zadaniem tolerancji – moim zdaniem – jest wygodna ucieczka od napięć, stresu, czy niewygodnych wypowiedzi nieuniknionych podczas spotkania się z czymś, co nie jest zgodne z własnym poglądem.

Jakie konsekwencje niesie tolerancja? Uważam, że na pewno wielką odpowiedzialność za własne działania podyktowane stopniem tolerancji, którą się dopuszcza do własnych rozważań. To od tego zależy kim jestem. Zależy od tego czy żyję zgodnie z własnym przekonaniem, czy owo moje przekonanie jest rozmyte, nieskoncentrowane na tym co moje, co dla mnie ważne. Jedno jest pewne. Czym bardziej dopuściłbym do własnych rozważań pryzmat tolerancji, tym mniej byłbym sobą. W moim przekonaniu „Ja” to nie „Inny ktoś”. „Ja” to nie owa „większość”, to nie cała reszta ludzi głoszących zbiorową tolerancję.

Czy tolerancja jest mądrością? W moim rozumieniu nie. Jest prostym sposobem do łatwego prześlizgnięcia się po temacie niezgodnym z własnym poglądem. Zazwyczaj niewygodnym jest jednoznacznie stwierdzić i to wprost, że się z czymś się nie zgadzam. Znam to odczucie, iż człowiek jest nie wygodny tylko dlatego, że ma inne odmienne zdanie. Umiejętność jasnego przekazu o dezaprobacie w konkretnym przypadku jest cenna, niemniej codziennością stało się maskować brak własnej odwagi w wypowiadaniu przysłowiowego „weta” w czymkolwiek. I to nie może być mądrość. To zwykłe tchórzostwo w wypowiadaniu własnego zdania.

Reasumując całość mojej wypowiedzi, tolerancja nie jest niczym dobrym i odpowiednim dla własnych analiz i obserwacji. Jeśli chcę być w porządku sam ze sobą, żyć zgodnie z własnym wnętrzem, nie użyję niczego, co rozmywa moje własne „JA”. Innymi słowy lepiej wyrazić własne zdanie – choć nie będzie ono (być może), wygodne dla innych, niż chować się za miłym uśmiechem ogółu. Inaczej nie spodobałby mi się widok w lustrze, w które spoglądam co rano przy goleniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz