Przypadek?
Nie ważne w jakiej krainie
- nie ważne, czy to daleko,
Ważne, że rzeka piękna tam płynie
leciwy, stary park jest nad rzeką.
Za wielkim parkiem wspaniały ogród
tysiącem roślin, kwiatów rozkwita,
Tam się wydarzył po latach powrót
z nieznanych stron młodzieńca z daleka.
Rodzice chłopca czule witali
ojciec i matka ze łzami w oczach,
choć on - mężczyzna był w całej gali
wciąż chłopcem był w ich zmęczonych oczach.
Gdy już wieczerzę zjedli po społu
gdy opowieści słowa wygasły,
cała rodzina wstała od stołu,
i w starym dworku światła pogasły.
Nazajutrz Zbyszko na powóz wsiada
swej posiadłości jest bardzo ciekaw,
do lasu jadąc powozem wpada
widział że za nim droga daleka.
Gdy się otrząsnął z piękna zieleni
a powóz pędził lesistą drogą,
wjechał znienacka na kupę kamieni
a tu rodzice pomóc nie mogą.
Powóz przewrócił się a z nim nasz Zbyszko
tak nie szczęśliwie upadł w murawę,
że w oczach jego znikło wnet wszystko
bez przytomności padł w gęstą trawę.
W borze tym wielkim chatynka stała
w niej matka z córką samotnie mieszkały,
córka z chatynki w las się udała,
po zioła matce co tam wzrastały.
Gdy miała wracać z pełnym koszykiem
w śród gąszczu lasów kolor zoczyła,
Trącając krzewy biegła z zachwytem,
szybko na miejsce owe trafiła.
Ach co to! Kto to! krzyknie zlękniona
ach Boże wielki! Przecie to człowiek!,
leży bez ruchu – chwila szalona,
trzeba mu pomóc - pomyśli ona.
Głowa rozbita, twarz podrapana
z twarzy nie można rozpoznać, kto to?,
I choć z wyglądu wygląda na pana,
dziewczę swą pomoc niesie z ochotą.
Chustą swą głowę mu obwiązuje
bada czy ręce, nogi są całe,
czujnie swym uchem pierś osłuchuje,
czy życie w piersi jest choćby małe.
O Boże wielki! Mówi dziewczyna
dzięki Ci za to – serce wciąż bije,
płacząc z radości ręce swe zgina,
choć poraniony on jeszcze żyje.
Szybko do chaty biegnie nieboga
przy chacie siwek stał uwiązany,
Wsiada na grzbiet mu – daleka droga,
tam człowiek leży ciężko raniony.
Na konia wsiada trzymając mocno
bo nie przytomny – patrzy by nie spadł,
wsiada tuż za nim i jadąc wolno,
do domu wraca gdy zmrok już zapadł.
Leczyła z matką dziewczyna chłopca
aż był już zdrowy i pełen życia,
wtem zrozumiała iż choć jest obca,
kocha go wielką miłością życia.
Nagle żal wielki serce przeszyło
że przecież wracać musi do domu,
i choć jej dobrze przy nim tak było,
jej miłość nie jest potrzebna nikomu.
Młodzian był piękny i też miał serce
oczy wszędzie obraz jej miały,
piękną choć obcą pokochał wielce,
w sercu już mężem czuł się wspaniałym.
Lecz iż bogaty był ów młodzieniec
jego więc pomoc przyda się także,
- odtąd niedolę jej w szczęście zmienię
pomoc się przyda również jej matce.
Więc do rodziców wraca stęskniony
i opowiada co się zdarzyło,
że kocha wielce a na to ona,
że szczęściem dla nich ich szczęście by było.
Przybył do chaty biednej młodzieniec
mówi - Mateczko Błogosław szczerze,
- kocham twą córkę – biedy już koniec
Zbyszko was obje z lasu zabierze.
Staruszka siedząc łzy wciąż roniła
z radości wielkiej pękło jej serce,
ślubu swej córki już nie do żyła
choć chciała widzieć jej szczęście wielkie.
Teraz mieszkają oboje młodzi
w szczęściu radości dni upływają,
w ogrodzie w kwiatach – mogiła brodzi
starej mateczce zapach swój dają.
( Autor: Zygmunt Jaworski )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz