Słowa a Czyny

Post w dziale:

Tak zastanawiam się nad pewną kwestią – mianowicie – życie każdego człowieka można by podzielić na dwie sfery: sferę słów i sferę czynów. I tak zastanawiam się nad tym, czy możliwy jest fakt by obie te sfery życia człowieka istniały niezależnie od siebie? Czy postawiony między nimi znak równości / harmonii – czy też znak nierówności / czyli brak harmonii. Jak oba te przypadki wpływają na samego człowieka. Jaki ładunek emocjonalny kumuluje się wokół niego w jednym jak i w drugim przypadku? Spróbuję przeanalizować obie te kwestie.

Pojęcie równości między wypowiedzianym przeze mnie słowem a dokonanym przeze mnie czynem. By wypowiadać określone słowa w pierwszym rzędzie musi się krystalizować we mnie myśl, która jest efektem rozważania sytuacji, chwil, sekwencji mojej codzienności i wszystkiego co się wokół mnie dzieje – czyli konkretnych okoliczności. W tedy pojawia się decyzja. Ta z kolei jest drugim po słowie krokiem w mojej egzystencji. Pomijam tu kwestię trafności decyzji lub jej treści bo nie o tym teraz mowa.

Wracając do tematu. Jeśli moje słowa mają skonkretyzowaną treść niosącą za sobą konkretny przekaz, to nasuwa się pytanie jaka powinna być moja decyzja? Przecież to ona (decyzja), jest jakby następstwem mego słowa. Zatem owa decyzja powinna być zgodna z moim słowem. Przyjmijmy obecnie, że decyzja jest zupełnie przemyślana i zgodna z wypowiedzianymi w tym konkretnym przypadku przeze mnie słowami. Jakie to ma konsekwencje dla mnie a jakie dla Osoby / Osób, których ta decyzja się tyczy? Warto się nad tym zastanowić.

Uważam, iż zastosowany przeze mnie znak równości pomiędzy moimi słowami , będącymi efektem moich przemyśleń – a moją decyzją z nich płynącą – i w efekcie moimi czynami ma ogromne znaczenie dla mnie samego. Biorą się stąd dwie kwestie: kwestia odczucia mego wizerunku dla mnie samego, harmonii mego własnego wnętrza z moimi słowami / decyzjami / czynami. I kwestia mego wizerunku, czyli całej treści emocjonalnej jaką wysyłam na zewnątrz. Jeśli chodzi o mnie samego – jak na mnie wpływa owa zgodność między moim słowem a czynem. Wpływa i to w ogromnym stopniu.

Kwestia z harmonizowania mego słowa , decyzji, czynu - daje mi przede wszystkim poczucie wewnętrznego spokoju. Mój umysł jest całkowicie zintegrowany z wnętrzem w takim stopniu, na jaki mogę sobie pozwolić w danej chwili mego życia. Mam tu na myśli punkt w jakim się znajduję na swej własnej drodze rozwoju duchowego. Nie używałbym tu stwierdzenia : „w takim stopniu na jaki mogę sobie pozwolić w danej chwili”, gdybym był Ideałem. Tak jednak nie jest, gdyż wtedy mnie by tu nie było. Nie istniałbym w tym świecie tu na Ziemi, w świecie fizycznym. Zatem dopuszczam kwestię uwarunkowania mego odniesienia do punktu mego rozwoju duchowego.

Znak równości daje mi również wielki ładunek emocjonalny o zabarwieniu pozytywnym. Chodzi mi tu o odczucia, doznania satysfakcji, wewnętrznej radości, spokoju, zgodności, poczucie trafności. A to z kolei daje mi chęć do dalszego działania. Natomiast co do odniesienia znaku równości w wypowiadanych przeze mnie słowach do mych decyzji i czynów jeśli chodzi o innych ludzi? Tu można by rzec jedno. Cechy rozpoznane i nazwane przez ludzi są również pozytywne. Mówię tu o obrazie własnej Osoby jaki jest widziany z zewnątrz. Znak równości w tym przykładzie tworzy wizerunek człowieka: mądrego, rozważnego, wiarygodnego, konsekwentnego, godnego uwagi.

Co jednak jeśli – na ten przykład – nie stawiałbym znaku równości pomiędzy wypowiedzianymi przeze mnie moimi słowami a decyzjami i w efekcie moimi czynami? Co w tedy i z moim osobistym odczuciem, moim własnym poczuciem wartości – a co z odbiorem mej Osoby na zewnątrz przez innych? Ano w moim przekonaniu jest kiepsko. W takim wypadku poczucie mojej własnej wartości byłoby poważnie naruszone. Zabarwienie moich emocji jak również cała moja mentalność – ta cała sfera miała by od samej podstawy brak harmonii mego wnętrza, mego umysłu do zewnętrza – czyli moich słów, moich decyzji, moich czynów. Żyłbym / trwałbym w ciągłym konflikcie. A tak dzieje się w sytuacjach, gdy ważniejsza jest kwestia: „co ludzie powiedzą?, niż własny stan emocjonalny.

A jaki obraz mej osoby jawiłby się na zewnątrz? Czy byłby to obraz tak jak wyżej opisany o cechach pozytywnych? Nie sądzę. W tym przypadku cechy jakie sam sobie bym przypisywał, a pewnie i takież byłyby mi przypisane przez innych ludzi to: niewiarygodność, zakłamanie, dwulicowość, fałszywość, hipokryzja, obłuda. Stanowiłbym obraz osoby nie zasługującej w najmniejszym stopniu na najmniejsze zaufanie – jakiekolwiek. Zatem doszedłem do wniosku, iż rodzaj znaku równości bądź nie pomiędzy własnymi słowami, decyzjami a własnymi czynami jest li tylko kwestią własnego osobistego wyboru. Nie można mówić jedno a czynić całkowicie co innego. Nie można działać wbrew sobie tylko dlatego, że inni uważają inaczej. Nie można kochać – nienawidząc. Nie można podawać dłoni – czując niechęć i brak woli. To tylko niektóre z przykładów.

W konsekwencji mam do wyboru: albo jestem Oryginałem i nie muszę tego udowadniać, bo certyfikatem jest moja harmonia słów i czynów. Albo jestem falsyfikatem, rekwizytem – który jedynie gra i naśladuje cechy Oryginału. Wybór ma każdy….

1 komentarz:

  1. "Kwestia zharmonizowania mego słowa, decyzji, czynu - daje mi przede wszystkim poczucie wewnętrznego spokoju."

    Myślę że jest to bardzo trafne i cenne spostrzeżenie, w świetle którego konsekwencja czynów w świetle słów nie stanowi tylko kwestii osobistej wiarygodności, czy nawet honoru -lecz jest również istotnym filarem wspomnianego przez Ciebie Pokoju Wewnętrznego.

    OdpowiedzUsuń