Trudna droga własnego rozwoju Duchowego.
Od wielu już lat definitywnie zmieniam własne postrzeganie rzeczywistości wokół siebie. Odkąd w pełni zrozumiałem, czym jest odcinek drogi, jakim jest człowiecze życie tu i teraz na tej Ziemi w tym świecie fizycznym – wszystko w moim życiu ulega definitywnej zmianie. Zrozumienie tego zajęło mi mnóstwo lat. Byłem jak ślepiec na pustyni. Jak bezwolna figura, którą ustawiano, ubierano, poruszano, uczono bez jej jakiejkolwiek woli. Niczym bezwolny widz będący w transie oglądałem podsunięte przez zewnętrze zmieniające się obrazy – pochłaniałem wszystko nie bacząc na to, czym są dla mnie. I tak mijały lata „mego życia”. Pisze w cudzysłowie „mego” gdyż myśląc o tym dzisiaj, już tak bym tego tak nie określił.
Czas jaki zaistniał w mojej wędrówce tu i teraz, w którym zapoczątkował ten stan był bardzo ciekawym czasem. To właśnie w tym okresie zaczęły pojawiać się na mej drodze sytuacje, o których nie miałem nawet pojęcia we wcześniejszym okresie. Frapującym dla mnie w tamtym okresie był fakt, iż zdarzenia, które pojawiały się coraz częściej, do końca nie były przeze mnie uchwytne, zrozumiałe – a jednak wprowadzały we mnie zmiany. Jak dzisiaj wspominam ten aspekt – twierdzę, iż to ogromnie zdumiewające. W tamtym etapie wiele się działo, i co ważniejsze, gdy zacząłem je rozważać i pojmować – częstotliwość ich pojawiania zdecydowanie się zwiększyła. To wtedy zrozumiałem, iż nic nie dzieje się bez powodu. To pierwszy wniosek, do jakiego sam doszedłem. Lecz zapłaciłem za to wielką cenę. Tą ceną była konieczność dokonania zdecydowanego „resetu” własnego umysłu.
Szczerze mówiąc to ogromnie trudny proces zmiany własnej mentalności. A jednak mi się udało. Dokonałem jakby swoistego uporządkowania własnej mentalności, co zmieniło diametralnie moje pojęcie rzeczywistości jak i jej postrzeganie. Proces realizowania jak i zapełniania na nowo mojej „Biblioteki wiedzy” trwa cały czas. Z tą jednak różnicą, iż umieszczana w niej jest jedynie wiedza przeze mnie zaakceptowana, przemyślana, analizowana, niezbędna. Zdecydowanie nie jestem do tego stopnia fantastą, by nie rozumieć, iż są aspekty mej drogi tu i teraz na tej Ziemi, których nie da się pominąć – na które nie mam najmniejszego wpływu. Mówię tu o: urzędach, płatnościach, bezpieczeństwie, jak i zdrowiu. Czy się z nimi zgadzam? – bo przecież to właśnie te aspekty są jakby szablonowo narzucone mi przez innych… nie, nie zgadzam się z nimi! I stale będę to powtarzał. Dlaczego? Gdyż wiele rozwiązań urzędowych, ustawowych nie ma nic wspólnego z godnością człowieka. Niemniej kierując się własnym rozsądkiem, jestem zmuszony te aspekty stosować, by zadbać o bezpieczeństwo własne.
No cóż. Żyjąc tu i teraz na tej Ziemi trzeba wiedzieć jedno, iż żyjąc w świecie fizycznym nie można się spodziewać niczego więcej jak fizyczności. To właśnie z tego powodu wszystko co można osiągnąć, będąc tu i teraz, podporządkowane jest fizyczności. Coś za coś. Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, iż zależność tu i teraz jest wymienna. Dowody? By żyć (ogólnie rzecz biorąc), trzeba: pracować – za pracę mam pensje, czyli pieniądze. Za pieniądze mam: odzież, wyżywienie, leki, całą sferę spraw materialnych: mieszkanie, wyposażenie, itd., itd. Które z tych aspektów niesie ze sobą duchowość? – żadna. Wszystkie one niosą w stu procentach znamię fizyczności tego świata. I to dlatego tego nie da się minąć, obejść jakkolwiek by nie uważać. Naturalnie można by żyć jak asceta wyrzekając się wszystkiego z wyżej wymienionych aspektów, tylko po co? Co to by dało? Czy zwiększyło by to mój rozwój duchowy? Co dałoby mi udręczanie własnego ciała z wyboru? Nic, poza cierpieniem, świadomym pozbawieniem siebie wyboru.
I to tyle, jeśli chodzi o tą sferę spraw z którą nie zgadzam się z gruntu, lecz akceptuję ją z powodów czysto rozsądkowych. Lecz z resztą spraw związanych z moim rozwojem duchowym, mogę już w pełni coś zrobić. Na obecnym etapie mojej mentalnej przemiany, zmieniłem już i nadal zmieniam własne priorytety związane z każdym aspektem mego życia. Już nie muszę kierować się jak niegdyś fałszywymi wskaźnikami, typu: co kto powie? Co ludzie powiedzą? Jak kto mnie widzi? Jakie kto będzie miał zdanie o mnie lub o tym co czynię? Dumny jestem z tego, iż uwolniłem się od tego typu wskaźników. Dało mi to w pełni wolność w podejmowaniu decyzji, co do aspektów mego osobistego życia. To trudna droga własnego rozwoju, gdyż ogólne społeczeństwo świata fizycznego nie jest tolerancyjne wobec wszystkiego co inne, co odróżniające się, odrębne. Niemniej dzisiaj mało mnie to obchodzi. Liczy się li tylko to, co jest prawe, czyste i korzystne dla mnie i mego wnętrza. Innymi słowy moje własne wnętrze jest priorytetem, a nie zewnętrze. Zatem każda decyzja podejmowana przeze mnie, musi brać to w pierwszej kolejności pod uwagę.
Trudna to droga, bo stwarza ona całkowitą odrębność. Jednak ma to i swoją cenę. Dary jakie otrzymuję obecnie krocząc drogą rozwoju nie są darami stricte z „katalogu” ludzi kroczących droga rozwoju świata fizycznego, czyli nie mam: drogiego samochodu, wspaniałego mieszkania, domu, willi czy Bóg wie co tam jeszcze. Nie mam luksusów w mieszkaniu, super-hiper odzieży, czy wykwintnej żywności. Na milion rzeczy mnie nie stać z prostej przyczyny – bo nie mam na to pieniędzy. Lecz mam coś o wiele mi droższego, o wiele cenniejszego. Mianowicie mam wnętrze własnej jaźni, mentalności, w którym zdobywam cenne dary. O czym mówię? O tym, iż poznałem co to OB – czyli wyjście mojego „Ja” Duchowego z ciała fizycznego. Umiem odczuwać, doznawać wiele aspektów o których wielu nawet nie myśli. Wiem jak czytać między wierszami, jak słuchać chwytając fale emocji płynących ze słów które do mnie płyną. Umiem odczytać to, skrzętnie ukrywane emocje, intencje – o czym wielu nie ma nawet pojęcia. To właśnie dzięki tej umiejętności dowiedziałem się, iż: „milczenie nie zawsze jest złotem”. Dowiedziałem się, iż: „Przyczyną wielu nieporozumień są niedomówienia, półsłówka, milczenie”. Dowiedziałem się, iż szczerość, uczciwość, czystość intencji, to nie milczenie, przemilczanie, uciekanie wzrokiem od spojrzenia weń głęboko. Dowiedziałem się, iż Przyjaźń istnieje, lecz nie może być ciszą, zależną od czasu, argumentu, czy innych ludzie.
Jednak ta trudna droga dała mi również bardzo dotkliwą lekcję: pokory, bólu, cierpienia. Wiem doskonale czym jest: tęsknota, samotność, wyalienowanie, niedopasowanie, obcość. Wiem doskonale czym jest: bezgłośny krzyk, oczekiwanie. Czym jest brak odpowiedzi na pytania. To wszystko wiem, choć miliony ludzi nawet nad tym się nie zastanawiają. Pędzą przed siebie widząc jedynie fizyczny cel, lecz gubią po drodze tak wiele cudownych kwestii własnego życia. I nie osądzam tu nikogo, bo nie w tym rzecz. Każdy jest we własnym punkcie rozwoju duchowego, i czy chce czy też nie, kroczy własną drogą we własnym tempie i czasie. Mówię tu o tym, iż jeszcze kilkanaście lat temu również tak czyniłem. Dzisiaj mogę już powiedzieć, że jestem już zdecydowanie innym człowiekiem niż kilkanaście lat temu. I zmieniam się nadal. Czy to jest męskie? – jakby kto rzekł. Mało mnie to obchodzi. Nie uznaję podziałów takie czy takie! Jest uczciwe, czyste, szczere, i co najważniejsze moje. Na dzień dzisiejszy wiem jedno. Droga własnego rozwoju Duchowego jest dla mnie ogromną zmianą, cenną dla mnie a przede wszystkim dla mego wnętrza – a co za tym idzie – jest to proces niebotycznie cenniejszy niż zdobycze tego świata. Dlaczego? Bo to, czego sam się nauczę, sam poznam, sam doświadczę – zabiorę ze sobą w dalszą drogę już poza świat fizyczny, poza Ziemię.
"to, czego sam się nauczę, sam poznam, sam doświadczę – zabiorę ze sobą w dalszą drogę już poza świat fizyczny, poza Ziemię."
OdpowiedzUsuńDla Mnie osobiście rozpoznanie, że istnieje coś co faktycznie mogę zabrać ze Sobą w dalszą drogę oraz - co więcej - mogę zadbać o jakość tego "bagażu" - intensyfikuje Moją motywację, często przypomina iż to co określamy "życiem tutejszym", jest tak naprawdę tłem, książką, lekturą - którą czytamy dla Własnej edukacji i z której możemy wynieść tak wiele, jak wiele daliśmy temu uważności.
Niniejsze podejście stanowi dla Mnie jakościową zmianę w przeżywaniu codzienności: sprawia, iż często wypatruję między jej wierszami Duchowej Treści, tj. właśnie tego, co mogę z zadowoleniem, czy satysfakcją "włożyć do Własnego plecaka" i zabrać dalej.