Wychowanie – czy szablon.

Post w dziale:

Witaj. Pozwoliłem sobie obecnie na postawienie właśnie takiego porównania. Chciałbyś się nad tym zastanowić, czym jest owe określenie: ”wychowanie”? Co tak naprawdę znaczy to określenie? Czy kiedykolwiek nad tym się zastanawiałeś? No to rozważmy, czym jest owo wychowanie. Zadaj Sobie proszę to pytanie. Być może z powodu tego, iż jesteś, bądź będziesz: Ojcem / Matką. Czy chociażby warto posilić się na odnalezienie odpowiedzi na nie, ze względu – właśnie – na Siebie samego? Ciekawiłem Ciebie nieco? No to zastanówmy się nad tym. Zajmijmy się zatem samym zagadnieniem / hasłem / określeniem: „wychowanie”.

W moim pojęciu – wychowanie – to proces – długi proces rozpoznawania, zrozumienia i kierunkowania w taki sposób, by wychwycić / wyodrębnić, jak i ukształtować charakter człowieka w okresie jego życia, w którym ów sam nie może oprzeć się na samokontroli / samostanowieniu / odpowiedzialności / zaradności. To tylko niektóre z celów owego procesu wychowania. Być może nie jest to dość fachowe określenie, czym jest owe wychowanie samo w sobie – lecz myślę, że w bardzo uproszczony sposób można by tak określić. Gdybyż to było takie proste – nie sądzisz?

Lecz mimo to spróbujmy zastanowić się nad tym zagadnieniem. Chciałbyś? To zapraszam. Zatem nim zacznę rozważania na temat, czym jest samo wychowanie jako proces kształtowania ludzkiego charakteru, muszę Twą uwagę zwrócić na bardzo istotną kwestię. A mianowicie sam proces wychowania, nie jest pierwszym krokiem w rozumieniu tego zagadnienia. W moim odczuciu pierwszym krokiem owego procesu jest umiejętność obserwacji. Pewnie Ciebie to zastanawia, cóż to jest za proces obserwacji? Naturalnie chętnie Tobie na to udzielę informacji – oczywiście zastrzegając sobie kwestię, iż to jest li tylko mój pogląd. Ty możesz się z tym zgodzić w całości bądź w części – a możesz również odrzucić moje argumenty – twierdząc, iż jest inaczej / mając własne zdanie.

Wracając do tematu. W moim odczuciu, okres „Obserwacji”, to okres rozpoznawania charakteru małego człowieka. Tak, tak. Dobrze słyszysz! Charakteru. Zdaję sobie sprawę z tego, iż wiele opinii głosi, iż mały człowiek w jego pierwszym okresie życia: wczesne dzieciństwo – nie ma własnego charakteru. W tym okresie nie mówi się jeszcze o charakterze. Nie uważasz, iż to jest zbyt szybko wyciągnięty wniosek? Moim zdaniem jest to pierwszy z błędów rodziców, czyli tak zwane „szufladkowanie”. Z powodów czysto emocjonalnych szufladkują Oni (rodzice), małego człowieka, jako do kogoś, kogo: kochając / uwielbiają / rozpieszczają itd. To najczęściej te powody czysto emocjonalne / uczuciowe stwarzają, iż najczęściej pomija się pierwszy okres wczesnego dzieciństwa, jako ten najbardziej mało znaczący.

Moim zdaniem – naturalnie – prócz całej masy czynności opiekuńczo – pielęgnacyjnych tak ważnych w tym okresie – niebywale ważnym elementem jest obserwacja już zarysowujących się cech charakteru małego człowieka. Na co dzień, na ten przykład można zaobserwować takie czynniki charakteru jak: pierwsze cechy osobowości / reakcja w różnych sytuacjach / zdolność przyswajania / usposobienie. To ważne aspekty – nie sądzisz. I myślę, iż mylnym poglądem jest fakt, iż akurat w tym okresie – czyli wczesnego dzieciństwa, te kwestie są mało istotne. I tu się nie zgodzę. Są bardzo istotne. Gdyż to właśnie w tym okresie rozpoznaje się kim jest ów mały człowiek / jaki jest. Rozpoznanie pierwszych cech jest niesłychanie ważne.

Zapytasz dlaczego jest to tak ważne? Pozwól, że to wyjaśnię. Ano ważne jest to dlatego, iż to właśnie ten aspekt / zbiór tych informacji czysto opartych na obserwacji rodziców (matki i ojca), jest podstawą do ustalenia merytoryki działań rodziców w temacie wychowania. To właśnie te cechy stanowią najczęściej o pierwszej charakterystyce małego człowieka. Nie od dzisiaj wiadomo, iż charakter i stan emocjonalny matki wpływa już w okresie płodowym na zarys psychologiczny małego człowieka. To właśnie ta różnorodność owego pierwszego kształtowania cech charakteru wpływa na to, iż każde dziecko jest inne pod wieloma względami. I nie mówię tu o wyglądzie, ale o portrecie psychologicznym.

Dopiero ten okres obserwacji, przenika w coraz bardziej zaawansowany proces wychowania, czy wychowywania małego człowieka. Piszę: wychowanie i wychowywania, gdyż pierwsze – w moim odczuciu jest w jakimś stopniu efektem, wynikającym z procesu wychowywania. Zatem co wynika z tego toku myślenia? Jak myślisz? Ano analogicznie mamy już jakby trzy stopnie / etapy. O czym mówię? Mówię tu o kolejności w działaniach rodziców względem małego człowieka – a raczej jego rozwoju. Przecież to właśnie o to chodzi! Czy nie prawda? Chodzi o rozwój. Zatem pierwszym etapem jest: obserwacja. Drugim stopniem jest: obserwacja przenikająca się z wychowywaniem. A dopiero trzecim stopniem jest: obserwacja, wychowywanie i wychowanie – czyli efekt dwóch pierwszych członów.

Wierz mi, iż jest to bardzo trudne i niesamowicie odpowiedzialne zadanie leżące w gestii rodziców. No i doszliśmy do bardziej złożonej kwestii. Mianowicie, w ogólnym pojęciu kwestią wychowania / kształtowania charakteru młodego człowieka zajmuje się dziedzina nauki zwana: Pedagogiką. Lecz czy wiedza płynąca z tego typu nauki, może być bezpośrednim czynnikiem stanowiącym o sposobie wychowania? Jak sądzisz. Co będzie tu tzw. „górą” – informacje płynące z psychologicznego obrazu dziecka, czy informacje płynące z nauki typu pedagogika. Jak sądzisz? Co jest w tym ścisłym temacie priorytetem: dziecko czy mnóstwo tez innych obcych Osób, które nawet Twego dziecka (na ten przykład), nie widziały. Moim zdaniem priorytetem jest dziecko. Rozważ to proszę.

Dlaczego priorytetem jest dziecko? Pozwól, że to wyjaśnię. Powód leży w ścisłej znajomości tematu – czyli własnego dziecka. To jest klucz. Rodzice są (załóżmy), ludźmi: dorosłymi, dojrzałymi emocjonalnie, odpowiedzialni. Zatem gdy dziecko pojawia się na świecie, staje się członkiem rodziny wokół którego oscylują rodzice – dzień i noc. Prawda? Zgadzasz się z tym? Ok. idźmy dalej. Skoro tak, to kto będzie wiedział / będzie posiadał więcej informacji / elementów do stworzenia portretu psychologicznego dziecka? Nauka, czy rodzice? Ktoś kto ma bezpośredni kontakt całodobowy z dzieckiem, czy ktoś lub ktosie (liczba mnoga), składający się na całość tez wynikających z pedagogiki? Odpowiedź nasuwa się sama. Nie sądzisz?

Zapytasz, o jaką odpowiedź chodzi? Ano chodzi tu o określenie, iż priorytetem są wszystkie informacje płynące z procesu wychowania dziecka – od samego dziecka. Wychwytywane przez rodziców stanowią cenny materiał składający się na owe wychowywanie dziecka. Zatem priorytetem jest wiedza płynąca od dziecka, jak również przygotowanie / doświadczenie / dojrzałość / dorosłość samych rodziców. Czyli w takim razie czym jest w temacie: wychowywania – owa nauka / specjalizacja zwana: Pedagogiką? I na to również Tobie odpowiem, jeśli sobie tego życzysz. Mianowicie – w moim odczuciu – Pedagogika, może być jedynie pomocą / próbą / wskazówką w zakresie wychowywania małego człowieka – lecz nigdy nie może być wzorem / wzorcem / wykładnią postępowania.

Zapytasz pewnie dlaczego tak twierdzę? To proste. Na stu ludzi jest sto portretów psychologicznych. Nie ma dwóch identycznych ludzi o dwóch identycznych charakterach. Tak jak nie ma dwóch identycznych ludzi pod względem ich: zainteresowań, psychiki, upodobań, talentów, stopnia przyswajalności wiedzy, akceptacji itd. Itd. Tu różnorodność jest wprost proporcjonalna do ilości (załóżmy), badanych ludzi. Zatem składnia informacji / tez / zaleceń / przykładów, płynąca z nauki zbierającej w jedno tysiące informacji – różnych opcji ludzkich egzystencji – nie jest autorytetem w wychowaniu mego, czy Twego dziecka. Bo to tak, jakby zlecić uszycie mojemu dziecku ubrania bez podania jego wieku i wymiarów ciała. Ma to sens? Rozważ proszę.

Moim zdaniem proces składający się z wnikliwej obserwacji, wychowywania – czyli wdrażania takich sekwencji, które są ściśle związane z moim / Twoim konkretnie dzieckiem – a nie z przykładem wypisanym przez jakiegoś tam profesora. Gdyż profesorów mamy setki, ale i patologia nadal istnieje i to nie zawsze w rodzinach materialnie ubogich. Zastanów się nad tym proszę. Gdyż owy okres kształtowania / wychowywania nie trwa wiecznie. Dziecko / mały człowiek wyrasta bardzo szybko z okresu dzieciństwa. I wierz mi proszę. W jakim stopniu rodzice wywiązali się ze swojego zadania – właśnie jako rodzice, czyli pierwsi „Piloci” własnego dziecka / dzieci w jego rozwoju – to okaże się bardzo szybko, gdyż test na wykorzystanie tej wiedzy / efekt płynący ze stopnia przyswojonej wiedzy przekazanej przez rodziców – da bezpośrednio znać w wieku / etapie życia młodego człowieka, jakim jest tzw. Okres buntu.

W okresie buntu młodego człowieka nie ma już czasu na wychowywanie, gdyż to co ukształtowane wcześniej, trudno jest zmienić w okresie w którym nie ma miejsca na nauki. Owszem, korekty nadal trwają lecz korygować, a uczyć / wychowywać to szalona różnica. Lecz wynik / efekt wychowywania, czyli tzw. Wychowanie spada również bezpośrednio na moje / Twoje dziecko bądź dzieci. Warto o tym pamiętać. A ból i moralny niesmak spada na sumienie rodziców. Dobrą mądrością jest stare powiedzenie. Pozwól że je tu przytoczę, zatem brzmi ono: „Czym skorupka za młodu nasiąknie – tym na starość trąci”. To jest jedno z takich powiedzeń. Ale jest i drugie powiedzenie, również bardzo mądre, a mianowicie: „Czego Jaś się za dziecka nie nauczy – to Jan w dorosłym życiu nie zrobi.” Rozważ to proszę.

Dziękuję Tobie za poświęcony Twój cenny czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz